poniedziałek, 11 listopada 2013

wolność jest słodka





ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI,
 czy tylko dzień wolny od szkoły dzięki historycznym wydarzeniom?


Takie dni jak dzisiaj wzbudzają do refleksji, przynajmniej mnie. Od rana słuchałam radiowej trójki, a tak audycje były iście patriotyczne. Sama polska muzyka, która tak uwielbiam, z dawnych lat. Jak to wczoraj powiedział P. zatrzymałam się technologicznie na XVII wieku, więc muzycznie tez jestem do tyłu o te 500 lat :)





Właśnie wróciłam z CKIS'u (tzw. domu kultury). Bilety były darmowe, ale odebrałam je już miesiąc temu, a miejsce miałam i tak w połowie sali. Średnia wieku na widowni była koło 60-tki, a ludzi w moim wieku była dosłownie garstka. A szkoda, bo wszystko było dopięte na ostatni guzik, pewnie dlatego że znalazł się sponsor.





Program był nadzwyczaj ciekawy. Przywitały mnie patriotyczne babeczki i gorąca czekolada. Potem występ tczewskiego chóru, rozmowa z rysownikiem Z. Jujką, film animowana historia Polski, koncert fortepianowy G. Giel i finałowy koncert S. Soyki. na koniec był jeszcze biało-czerwony tort.





Głównym powodem dla którego ludzie przyszli był koncert S. Soyk'i. Ja jednak chciałam iść choć raz poczuć tą atmosferę i trochę się zawiodłam. Koncert jeden czy drugi był genialny. Nadal mam w pamięci pierwszy mecz reprezentacji w siatkówkę i hymn polski. Na samo to wspomnienia znów mam autentycznie ciarki na całym ciele i łzy cisną mi się do oczu. Nie wiem jak to możliwe. Do momentu aż taka tego nie poczułam kompletnie nie rozumiałam o co w tym chodzi.W zasadzie do dzięki meczom poczułam się bardziej Polską? Patriotką? Coś się zmieniło.





Flaga oczywiście wisi na balkonie. Pamiętam jak miałam kilka lat i krzyczałam na tatę, żeby tego nie robił bo to wiocha i "koledzy" z podwórka się śmieją. Na mojej ulicy wiszą tylko dwie. Moja i sąsiadów zza ściany. Sąsiad nawet poszedł na uroczysta msze i całe nudne urzędowe obchody, bo tak mu kazało serce. Od jakiś 5 lat pracuje za granicą. Trochę mnie to zwaliło z nóg. Spotkanie z prawdą zwykłego człowieka boi.


Piosenka "życie to krótki sen" wywołała u mnie łzy. Cały koncert był głęboki, uroczy genialny. Ostatnio coraz częściej w głośnikach leci u mnie poezja śpiewa, której kiedyś bałam się jak ognia. Ale jednak to co dzisiaj usłyszałam na własne uszy, przebiło masę koncertów. Zauważyłam, że telewizja kompletnie mnie nie wzrusza, uodporniałam się na szklany ekran. Codziennie jesteśmy bombardowani tyloma wiadomościami smutnymi, wesołymi, tragicznymi itp. Nawet muzyka w tv nie jest już dla mnie wartościowa. Dopiero żywa muzyka potrafi mnie otworzyć.


3 komentarze:

  1. Świetny post *.* Muzyka na żywo dostarcza prawdziwych emocji i chociaż nie jestem jakąś fanką muzyki klasycznej, to gdy na przykład mam okazję słuchać na żywo występu jakiegoś pianisty to ciarki mnie przechodzą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no to powiem Ci, że jesteś totalnym przeciwieństwem mnie. ;p
    ale to dobrze wyłamujesz się ze zwyczajnej, szarej społeczności i to jest mega pozytywne :D
    co do meczu - to ja niestety transmisję w necie oglądałam bo mój tv nie ma polsatu sport ;( i cały czas mi się zacinało - ale czego się nie robi dla obejrzenia takiego meczu ?! :D

    OdpowiedzUsuń